Erpegis |
chodzący wśród autorek |
|
|
Dołączył: 02 Lis 2005 |
Posty: 77 |
Przeczytał: 0 tematów
Ostrzeżeń: 0/3
|
|
|
|
 |
 |
 |
|
Mechanicznie? Wielka trójca:
- D&D, zwłaszcza za system Challenge Rating. Działa bez zarzutu, wszystko jest oparte na modyfikatorach. Proste w użyciu, nieco trudniejsze w nauce. Gra nie dla MG, a dla wszystkich graczy - najwięcej jest dodatków o featach i klasach prestiżowych. Nie znoszę gier, gdzie MG jest bogiem i władcą.
- Fate, teraz już jakby mniej, ale mimo to aspekty da się wprowadzić do innych gier. Musiałbym wprowadzić jedną, czy dwie zasady domowe żeby to wszystko jakoś działało. (Aspekt Końca i Początku, może kiedyś skrobnę o tym na forum). Z drugiej strony, coraz bardziej skłaniam się ku Burning Wheel.
- Gurps, za fajny, złożony system. Czy gra, w której jest 11 faz pijaństwa, każda z ososbnymi modyfikatorami, może być zła? Nieco gorsza do opanowania niż D&D, ale się nie łamię. Używa tylko k6, co jest plusikiem, ale jest kilka różnych rodzajów rzutów.
D&D jest dla gamisty, za jakiego się uważam, Fate dla narratywisty, gurps dla symulacjonisty.
Lubię dosyć warianty d20 - true20, czy Mutants and Masterminds.
Mechanika kiepska to zastosowanie R&K w 7th sea (niespójna, jedna umiejętność daje blokowanie na poziomie 2/3 zaokrąglając, system ran jest imo nieprzemyślany, gra za bardzo stara się być realistyczna), nie lubię ED za za dużo kości (mam modyfikator +2, tak? to nie rzucam k20+k12+k8, tylko k20+k12+k10+k8+k6? A może 2k20+k8+k10?). Generalnie rodzaj cyferek, literek na karcie mi nie przeszkadza, nie widzę różnicy między trzeciopoziomowym wojownikiem a gościem z fight sword na 65%.
Podręcznik: Chwilowo najlepszy jest Forgotten Realms.
Ładny, kolorowy, pięknie wydany, trudno go zniszczyć, ma w sobie i crunch i fluff. Jest tu wszystko, czego można potrzebować, napisany jest ładnym, poprawnym językiem.
Pierwsza edycja Dzikich Pól to dość dobry przykład na idealny polski podręcznik, jasny i przejrzysty układ, nie nachalna i nie odstręczająca stylizacja, dobre, solidne wydanie. Druga edycja ma ilustracje do kitu, ale jest chyba jeszcze ładniej zrobiona.
Lubię, jeśli mamy podręcznik gracza i Mistrza gry. Nie lubię, jeśli duża część podręcznika gracza wypchana jest ilustracjami, ogromną czcionką itp., jak w Deadlands. Wiem, inaczej się nie dało, dzięki temu zmieścił się setting w drugiej edycji.
Nienawidzę idiotycznych ozdobników (ilustracje wielkości 8cm2, jakieś róże, celtyckie krzyże), jak w 7th sea, poza czasem, czy czasem w WFRP. Są debilne, służą tylko zapychaniu miejsca, często odstręczają, nie tworzą klimatu, i często pakuje się je całkowicie losowo. Dwa skrzyżowane miecze w rozdziale o potworach? Won.
Świat: świat jest znacznie mniej istotny od mechaniki. Świat mogę wymyślić sobie sam, na matmie się nie znam tak bardzo.
Deadlands: za mnogość haczyków na przygody. Praktycznie każdy opis miasta, ulicy, miejsca jest mini-przygodą. Sam podręcznik podstawowy zapewni zabawy do końca życia. To jest właśnie idealny świat gamistyczny, gdzie esencją jest walka między dobrem a złem, sama natura świata tworzy przeciwników i wyzwania. Szkoda tylko, że mechanika się do tego średnio nadaje (Deadlands d20 ssie. Spellslinger nieco mniej, może mógłbym to jakoś zaadaptować. Savage Worlds ujdą w tłoku.)
Podobnie cenię Wolsunga, choć jeszcze go nie ma. W każdym razie lubię świat też za smaczki, któych jest pełno w podręczniku.
Świat Warhammera jest w porządku, przynajmniej pierwszej edycji. To czego w nim zdecydowanie nie lubiłem to nazwy takie jak Wolfgang Kugelschreiber, Hals Roch, wioska Kaugummi czy demon Zahnartz. Ale cóż, lata 80.
Najgorszym światem, jaki widziałem, jest Neuroshima. Tam nie ma świata. Jest tylko zbiór luźnych pomysłów, połatanych na ślinie. Coś takiego jak 'suplement' czyli mówiąc prościej, specjalny dodatek, gdzie próbuje się łatać błędy, do żadnego współczesnego systemu by nie przeszło. Świat NS nie ma sensu, choć niestety próbuje go mieć. Mówi się o walce z Molochem, a w Detroit ludzie się bawią. Teksas ma ropę, to po co tam hodują bydło... Dodatkowo, mamy stan New Jork, na ilustracjach mamy Seatle (!), dziwne europejskie znaki drogowe... Debilizm. |
|